Pomnę dobrze gdy pierwszy raz mój emocjonalny rumieniec, predyspozycja do czerwienienia się przeszła w duży lęk i rozwinął się nieprzyjemny obraz erytrofobii. Miałam blisko dziewiętnastu lat, byłam uczennicą liceum i z dnia na dzień zwyczajne funkcjonowanie w roli choćby uczennicy, ale także towarzyszki stało się wyjątkową męczarnią. A co było dla mnie najtrudniejsze? Brak zrozumienia ze strony najbliższego i dalszego otoczenia. Przecież to JEDYNIE zwykły rumieniec! Nawet ładny! Nie byłam nieuleczalnie chora więc nie miałam prawa się miotać, cierpieć oraz uciekać w wyobcowanie. Lecz dla mnie ten ‘uroczy’ rumieniec emocjonalny był przekleństwem, który odebrał mi niezależność osobistą. Sądzę, iż umieją mnie zrozumieć tylko te osoby, które czują, rozumieją jak to jest kiedy twarz zdradza! Kiedy wylewa się na nią ta przykra, znienawidzona czerwień i dosięga ją uderzenie gorąca. Uff…

W przypadku erytrofobii kompletny obraz jej objawów może rozwinąć się niesamowicie szybko. Człowiek z dnia na dzień może wpaść w błędne koło myśli… Pojawia się rumieniec, czerwienimy się czasami, następnie ktokolwiek zażartuje, zwróci uwagę na nasz rumieniec i zaczynamy się wstydzić czerwienienia. Następnie doświadczamy lęku, że znowu się zaczerwienimy, aż w końcu czerwienimy się na samą myśl o czerwienieniu się a wszelka ekspozycja publiczna wiedzie do rozwoju niepokoju przed czerwienieniem się, w efekcie którego facjata nabiera wiśniowego odcienia.

Chwilą przełomową dla rozpoczęcia dolegliwości – tą, która bezpośrednio spowodowała urodzenie się lęku przed czerwienieniem się – stanowiło więc zwrócenie przez kogokolwiek uwagi na ów objaw. Po kilku takich epizodach jako osoba czerwieniąca się można począć się frapować, czy Twoje reakcje nie różnią się przypadkiem od zachowań ludzi zdrowych? I pojawia się… niepokój, zaczynasz się bać. To, ewidentnie, pobudza kolejne lęki – przed wikłaniem się w sytuacje, w jakich czerwienienie może się pojawić, przed kompromitacją, którą z pewnością wywoła „burak” na Twojej fizjonomii, niejednorodne plamy na szyi, dekolcie…

Unikasz w związku z tym bywania w miejscach publicznych, gdzie spodziewasz się ewentualności wystąpienia zaczerwienienia – np. miejsca pracy, szkoły, restauracji, spotkań nieoficjalnych. Należałoby zaznaczyć tu, iż samo czerwienienie się, nawet zbyt częste, nie jest erytrofobią. Rumienienie się, przypadłość rozpatrywana jako schorzenie psychosomatyczne spowodowane wzmożoną czynnością układu współczulnego, jest zaledwie elementem erytrofobii. Z tą mamy do czynienia, gdy zaczynasz bardzo lękać się wystąpienia tegoż symptomu.

Z problemu zaczęłam sobie zdawać sprawę w liceum – pisze na forum internetowym poświęconym erytrofobii Ania. – Czytałam fragment książki przed całą klasą i czułam, jak od szyi aż po czoło zalewa mnie fala gorąca… Świadomość, że widzi to cała klasa, jeszcze bardziej wytrącała mnie z równowagi. Po lekcji uciekłam do toalety i z przerażeniem spojrzałam w lustro… totalny burak, cegielnia. Od tego czasu unikam wystąpień publicznych i niemal cały czas towarzyszy mi lęk, że to wróci… I wraca bardzo często… Nawet wśród znanych, zaufanych ludzi, przy rodzinie i właściwie z byle powodu, wystarczy, że o tym pomyślę, wystarczy, że przypomnę sobie ten wstyd… Jestem już tym całym «buraczeniem się» po prostu zmęczona. I trochę rozgoryczona, że mimo wszystko, mimo że staram się tym nie przejmować, czuję jak strasznie mnie to ogranicza i nie pozwala być sobą”.

Doskonale wiem co czuje Ania, rozumiem ją zupełnie. Skąd bierze się erytrofobia? Jak sobie radzić z natrętnym rumieńcem i niepokojem?

Erytrofobia jest psychologicznym wynikiem nieakceptacji samego siebie. Pierwszym zatem ruchem do ozdrowienia jest całkowite zaakceptowanie swojej osoby, niepokojów oraz fobii, które Cię trapią na co dzień. To jest proces. Kiedy zaakceptujesz to z czym walczysz, wtedy traci to swoją siłę i natężenie – Twoja uwaga nie koncentruje się już wtedy na strachu oraz nie napędzasz tego lęku mocą z koncentracji. Bo koncentrowanie się na czymś sprawia, iż to coś w Tobie wzrasta, pochłania Twoją uwagę i materializuje się. Tak działa mózg i trzeba o tym pamiętać, aby mu pomóc, a nie niszczyć go nieustanną wojną z samym sobą. Kiedy zaprzestaniesz wyczekiwać na czerwienienie się, gdy zaprzestaniesz unikać ludzi i przedstawiania własnego zdania i uczuć z obawy przed kolejnym spaleniem raka, wówczas przeżyjesz kluczowy etap mianowany aprobatą. Przyczyna erytrofobii istnieje w Twoim umyśle. To jest proces.

Im bardziej z czymkolwiek walczysz tym bardziej to w Tobie przyrasta. Nie warto marnotrawić własnej energii na walkę z samym sobą. Kiedy czujesz, że rumieniec się zbliża umożliw mu wyjść, nie tłum tego usilnie. To Twoje ciało tak reaguje. Rozumiem, że to ograniczające, wiem, że kiedy tylko czujesz, że zalewa Cię fala gorąca – zaczynasz z nią walczyć i uspokajać się na siłę. Nieszczęśliwie, efekt jest wówczas odmienny do zaplanowanego. Spróbuj zaaprobować, iż ciało reaguje na tenże moment tak a nie inaczej. Umożliw się sobie zaczerwienić! Jak zaakceptujesz to, że się czerwienisz, ciało nie będzie wkładać tyle energii w wojnę, która tylko intensyfikuje siłę i częstość rumieńca. Spróbuj reagować bez walki, a ciało przestanie reagować nadmiarem emocji w postaci czerwienienia się. To jest proces.

Rozumiem, iż to jedynie słowa… Wytłumaczenie, rady, że należy znosić coś co tak znacznie uprzykrza nam życie potrafi być krępujące. Niełatwo jest bowiem tolerować coś co pobudza agresję i niepokój. Dodatkowe utrudnienie stanowi fakt, że osoby narzekające na erytrofobię są traktowane jako normalne jednostki. Umniejszanie tej dolegliwości jest czymś złym.

Purpurowe plamy na cerze mogą być nieprzyjemne, jednak warto się zastanowić czy w okresie kiedy się pojawiają umiesz stanąć po stronie swojego ciała (siebie), informując innych, iż tak a nie inaczej reagujesz? Można od razu zaznaczyć, że się rumienisz, że jest to niezależne od Ciebie i już! Nie ogranicza to Twojej wartości. Spróbuj zatem przekształcić sposób myślenia o nieprzyjemnej uciążliwości. I pamiętaj, iż w przypadku fobii społecznej warto podjąć leczenie. Psychoterapia wiązana z farmakoterapią może być realnie efektywna.

W 2010 roku spotkałam moją wybawicielkę :). Psychoterapia jest niesamowicie istotna w pracy z lękiem społecznym, fobią i niezwykle potrzebna. Mnie osobiście ogromnie pomogła Pani Aneta Paszek, która zafundowała mi laseroterapię. Polegała ona na zamykaniu naczyń krwionośnych twarzy. Po pierwszym zabiegu moja fizjonomia kompletnie wymknęła się spod kontroli, szalała niemal trzy tygodnie i wykluczyła mnie z funkcjonowania w społeczeństwie. Uwierzyłam Pani Anecie i z czasem odzyskałam utraconą wolność uczuciową.

Moja cera jest naczyniowa, jednak wiem jak jej dogadzać oraz jak się nią zaopiekować. Nie cierpię już na erytrofobię. Także dzięki psychologii online. Czuję się sobą, czuję się niezależna. Wam też się uda!

http://www.bebia.pl