Pamiętam jak to należy zajadałem się maminym i babcinym kurczakiem - w każdym momencie soczystym i pachnącym a skórka była przyrumieniona i chrupiąca. Wydawało się, że nic zwyklejszego jak upieczenie zagrodowy.pl - bierzemy ptaka, solimy, pieprzymy, ciut przypraw, wsadzamy do piekarnika i gotowe … no ale, czemu on taki jakiś suchawy i nie tak wspaniały. Kurczak.

Próbowałem pod folią aluminiową, z przykrywką i bez, w rękawie polewając tłuszczem i nie. Nie wychodziło, aż tu nagle …. z eksperymentów wyszło, że główna tajemnica tkwi w sposobie pieczenia. Najpierw gorąco - tak ażeby się ptaszysko przyrumieniło potem niech sobie dochodzi już w chłodniejszych (nie chłodnych na pewno) zobowiązaniach polewany od czasu do czasu roztopionym tłuszczem.

Od tego czasu moje pieczenie kurczaka wygląda tak:

Bierzemy ptaszysko, solimy i pieprzymy, nacieramy ziołami i przyprawami(tymianek, rozmaryn, majeranek, czosnek, papryka ostra i słodka, kolendra i co tam jeszcze jest pod ręką byle pasowało), lekko skrapiamy oliwą i sokiem z cytryny. Do tyłka można wepchnąć świeże zioła (tymianek, rozmaryn itd.), ze dwa, trzy ząbki czosnku i dwie, trzy ćwiartki cytryny. Takiego kurczaka wstawiamy do lodówki na minimum godzinę niech się podmarynuje nieboże.