Kiedy kupujemy swoje mieszkanie bardzo często musimy się posiłkować kredytami. Większość banków przyznaje kredyt hipoteczny na sto procent wartości mieszkania, ale wtedy bardzo często należy się liczyć z większymi kosztami, gdyż taka pożyczka jest dla banku dużo bardziej ryzykowna. Kredyty, przy których klient gwarantuje kilkunastoprocentowy wkład swój, są już trochę przyjemniej oprocentowane, mają nie wysokie marże i prowizje. Jednakże powoli staje się coraz trudniejsze zaciągnięcie kredytu hipotecznego na więcej niż sto procent wartości - te dodatkowe pieniądze są przeznaczane na opłaty okołokredytowe oraz na opłacenie formalności związanych z transakcją, na przykład opłaty dla notariusza albo założenie księgi wieczystej. Sporą popularnością kilka lat temu cieszyły się też kredyty walutowe, zaciągane głównie we frankach szwajcarskich. Głównym powodem był korzystny kurs franka i po przeliczeniu szwajcarskiej waluty na złotówki kredytobiorca płacił mniejsze raty niż przy analogicznym kredycie w złotówkach. Jednak wraz z wprowadzeniem rekomendacji S skończyła się dostępność kredytów walutowych. Banki muszą obliczać zdolność kredytową według bardziej rygorystycznych zasad, przez co na kredyty walutowe mogą liczyć tylko ci więcej zarabiający obywatele. Jeszcze trudniej może być zaciągnąć kredyt na dom, ponieważ przyznaje się go na innych zasadach niż kredyty hipoteczne. Kredytu na dom raczej na pewno nie dostanie osoba, która nie ma stałego dochodu, chyba że jest w stanie ustanowić odpowiednie zabezpieczenie. Nieco prościej może być w przypadku kupowania domu gotowego albo z rynku wtórnego. Kredyt na budowę domu spłaca się trochę inaczej niż kredyty na mieszkanie - przez pierwsze lata płaci się niższe raty albo tylko same odsetki.