I tutaj daleko nie powinno się tutaj poszukiwać, gdyż wiele osób na roku ma własnych mężów, prywatne żony i niewątpliwą znajomość życia, takie bym powiedział obycie w życiu. Na dzień obecny porzucę formę wykładową (prawdę mówiąc dość nużącą) i będę pisać po ludzku. Poprzedni treść posiadał celową formułę, która dość trafnie udowodniła jak najzwyklejsze ludzkie uczucia można spłaszczyć i zmechanizować traktując o nich językiem typowo naukowym. Dlatego uprzejmiej będzie się z nimi obchodzić językiem normalnym na co makiawelicznie nie wskazuje tytuł. Wybaczcie nie mogłem się powstrzymać, musiałem użyć makiawelicznie, bo chciałem pochełpić się tym, że mój zasób wiedzy z pierwszego roku nie jest aż taki cząstkowy na jaki wygląda. Wprawdzie tak jak wielu cierpię na tzw. szok po oświatowy (autorstwa pana Andrzeja Poniedzielskiego), kiedy wykładowca zadaje mi kłopotliwe pytanie. Szok po oświatowy przejawia się charakterystycznym rozwarciem ust, nadnaturalnie wielkimi oczami oraz dodatkowo głową skierowaną w okolice sufitu. Wówczas taka facjata przypomina trofeum myśliwskie pozyskane metodą strzelania z samolotu. Ale do rzeczy. Chciałem poruszyć temat, który bardzo lubię wałkować, a mianowicie kobieta i mężczyzna. A bliżej to relacja kobieta - mężczyzna.