Zostałem ostatnio zaproszony na wesele do mojego kolegi żyjącego we wsi położonej na północnym wschodzie naszego kraju. Bardzo się ucieszyłem, nie widziałem go bowiem od kilku lat. Od kiedy zdecydował się wyprowadzić na wieś, utrzymywaliśmy jedynie kontakt mailowy i telefoniczny. Przyszedł jednak wreszcie czas kiedy możemy się spotkać i przechylić parę kieliszków. Tym bardziej, że po wielu latach, ten zadeklarowany kawaler został w końcu ugodzony strzałą Amora. Tydzień później jechałem już pociągiem w stronę miejsca zamieszkania mojego dobrego kumpla. W normalnych okolicznościach podróżowałbym autem, ale dużo słyszałem o tym jak wyglądają wiejskie wesela. Wiedziałem, że leje się tam często i gęsto, mógłbym więc nie być w stanie prowadzić auta na drugi dzień. Po przybyciu na miejsce skierowany zostałem do chaty w której mogłem się odświeżyć i odsapnąć chwilkę przed zabawą. Dwie godziny później szalałem już na sali weselnej. Zabawa była naprawdę świetna. To chyba najlepsze wesele na jakim kiedykolwiek byłem, będę je bardzo miło wspominał.