Ewidentne znane przysłowie mówi, że ,niezbyt duże dziecko, mały kłopot, duże dziecko, duży kłopot”. To z pewnością ogromne uogólnienie, niemniej jednak jest w nim zawarte niemało prawdy i choćby można je interpretować na rozmaite sposoby, to nie sposób nie zgodzić się w nim, przynajmniej po części. Dzieje się bowiem tak, że im dziecko jest starsze, im bardziej integruje się ze swoim otoczeniem, ze swoimi rówieśnikami, co jest rzeczą najzupełniej naturalną i wręcz wskazaną, bo niezbędną do jego rozwoju społecznego, to jednocześnie coraz bardziej chce wyrażać swoją indywidualność, własną odmienność i chęć stawiania na swoim, wręcz w stosunku do rodziców. A to sprawia niewątpliwe zagrożenia, bo pomimo tych kilkunastu lat, dziecko w bardzo wielu przypadkach nie zdaje sobie tak dobrze, jak dorosły,  sprawy z wszelkich zagrożeń i konsekwencji indywidualnych niektórych poczynań. Jak co najmniej w temacie tak prozaicznym, jak ubieranie się dziecka do szkoły. Rodzice w praktyce w każdym momencie dążą do tego, by ubiór był adekwatny do pory roku, ażeby uniknąć wszelkiego możliwego zagrożenia dla zdrowia., przynajmniej takiego jak zapalenie ucha.

Dzieci mają na to całkiem inne patrzenie. Często lekceważą sobie fakt, że na dworze jest zimno, że mogą się łatwo przeziębić i doprowadzić do poważnych chorób, jak co najmniej zapalenie płuc. Latem z kolei w wielu sytuacjach ubierają się zbyt lekko, bo wszakże będzie ciepło. A nie biorą pod uwagę faktu, iż z rana może być zimno i przy pewnym osłabieniu, jakie zawsze może wystąpić, mogą łatwo zachorować, a wszakże najszybciej pojawia się gorączka. Te różnice w postrzeganiu rzeczywistości i podchodzeniu do niej sprawiają, że ten w tej chwili szczegół codzienności, w każdej chwili był, jest i będzie zapewne punktem spornym w relacjach dzieci z ich rodzicami.