Jestem matką ośmioletniego młodzieńca. Razem z mężem i synkiem zawsze zamieszkiwaliśmy w małej miejscowości dwadzieścia kilometrów od Poznania, a do miasta jechaliśmy tylko raz na jakiś czas żeby zrobić większe sprawunki. Pół roku temu odszedł mój starszy brat, który zapisał chrześniakowi, czyli mojemu synowi, lokal mieszkalny w centrum Poznania. Był to dla nas ogromny wstrząs i jeszcze większa zmiana. Całe nasze życie miało poddać się bezwzględnej reorganizacji. Zaistniałą sytuację najmocniej przeżywał bezsprzecznie Piotruś. W tym miejscu chodził do przedszkola, miał swoich kolegów i ukochanych dziadków. Miesiąc po tym, jak ogłoszono wolę brata poczęliśmy z mężem przygotowania do zmiany miejsca zamieszkania. Było dużo formalności i stresu, ale udało się. W niedługim czasie sprzedaliśmy nasz były dom żeby mieć finanse na całościowy remont i kupno nowych sprzętów do mieszkania. Następnie zostało nam już tylko przenieść się do miasta i tam rozpocząć nowe życie. Początkowo wszystko było w jak najlepszym porządku. Współmałżonek pracował w swoim zawodzie, czyli jako mechanik samochodowy, ja przyjęłam pracę na pół etatu w okolicznym przedszkolu, a nasz syn uczęszczał do trzeciej klasy szkoły podstawowej. Naszą rodzinną tradycją od dawna było to, że wieczorami wszyscy zasiadaliśmy do wspólnej kolacji i rozprawialiśmy o minionym dniu. Jakieś cztery miesiące przedtem zaczęłam zdawać sobie sprawę, że coś niedobrego dzieje się z moim dzieckiem. Małżonek w pierwszej chwili nie zwracał na nic baczności, ale z czasem począł przyznawać mi rację. Piotrek w kółko był bardzo promienny i roześmiany. Ochoczo mówił o szkole i wszelkich swoich sukcesach oraz porażkach. Aktualnie był skryty i nieprzystępny. Prawie w ogóle nie odpowiadał na nasze pytania. Kolację spożywał nadzwyczaj szybko i zaraz potem uciekał do swojego pokoju. Nawet nie chciał razem z nami oglądać swoich ulubionych seriali detektywistycznych. Któregoś dnia weszłam z rozpędu do pokoju Piotrusia, podczas gdy on przebierał się po treningu piłki nożnej. Ku mojemu zdziwieniu ujrzałam na jego lewym ramieniu i pod prawą łopatką dosyć dużych rozmiarów siniaki. Szybko zakomunikował, że to po treningu, ale mu nie uwierzyłam. Zasmuciłam się i po dyskusji z współmałżonkiem rozpoczęłam orientować się, gdzie jest odpowiedni psychiatra Poznań. Błyskawicznie zadzwoniłam do mojej oddanej przyjaciółki z pracy, która powiedziała mi, że świetną specjalistką jest lek. med. Joanna Miłoszewska- Maj. Natychmiast zaczęłam szukać adresu. Pani doktor podejmuje w gabinecie na ul. Winklera 27A, oczywiście w Poznaniu. Od razu zarejestrowałam siebie i Piotrusia na najbliższy piątek. Okazało się, że w obszarze kompetencji pani Joanny jest niemało zagadnień, jak na przykład: leczenie depresji, zaburzeń snu, Leczenie lęku, leczenie nerwic czy zaburzeń osobowości i wiele, wiele innych. Już po drugiej wizycie okazało się, że moje biedne dziecko walczy z wybuchami lęków, a także powracającą nerwicą. Zarzewie wszystkich kłopotów znajdowało się w przeprowadzce i zmianie szkoły. Niektóre dzieci stroniły od syna mówiąc, że jest z wioski i tym podobne. leczenie lęku również, jak leczenie nerwic nie jest łatwe, ale my mamy doskonałą pomoc. Pani doktor Joanna Miłoszewska- Maj dokłada wszelkich starań aby Piotrek czuł się lubiany i tolerowany. My z mężem również dzielnie go wspomagamy. Wiem, że wszystko będzie w porządku, bo trafił nam się rewelacyjny psychiatra Poznań.